motywacjaNie od wczoraj wiadomo, że „z niewolnika nie ma pracownika”, a pensja z której wystarcza jedynie na absolutnie elementarne zaspokojenie potrzeb, nie jest najlepszą zachętą dla efektywności. Rzecz jasna, każdy może jako pracodawca kierować się prawem dżungli, dobrać grupę napędzaną przez strach przed utratą stanowiska i ekonomiczne obawy o własny byt.

Czy ta metoda, archaiczna już skądinąd, jest skuteczna i efektywna jako motywacja pracowników? Taki ekonomiczny ucisk pracodawcy powoduje podniesienie się hormonów stresu, a przez to zmniejsza efektywność, hamuje kreatywność i zdolności uczenia się, może być źródłem konfliktów i napięć, a nawet prowadzić do chorób zarówno psychicznych jak i fizycznych.

Odwróćmy więc bez wahania kartę w drugą stronę i zastanówmy się jakie systemy wynagradzania wpłyną pozytywnie na wydajność i wizerunek firmy, bez „rozpuszczania” kadr. Z pełnym przekonaniem można chyba stwierdzić, że o ile metoda kija nie przynosi oczekiwanych kokosów, o tyle metoda marchewki nie może opierać się na bezinteresowności szefa. Unikajmy dawania wysokiej pensji osobom świeżo przyjętym, jak również tym, których efekty pracy są po prostu słabe. Bądźmy jednak sprawiedliwi w rozdawaniu np. premii świątecznych i nie bójmy się nagradzać czempionów.

To oni niejednokrotnie stanowią siłę napędową firmy, dając znakomity przykład, jednocząc grupy, zarażając energią, determinacją i pomysłami. Premie i podwyżki rozdawajmy więc rozsądnie, absolutnie nie pomijając najlepszych, aby nie okazało się, że nie chcą oni dla nas pracować.